Warto wiedzieć

Status prawny cudzoziemca w Polsce – co warto wiedzieć?

W związku z coraz większą liczbą cudzoziemców w Polsce, wśród których przeważają obywatele Ukrainy, ale w pierwszej dziesiątce znajdują się także Białorusini, Niemcy, obywatele Indii czy Wietnamczycy, wzrasta zainteresowanie tematyką zezwoleń na pobyt, procedurami umożliwiającymi legalną pracę, prowadzenie działalności gospodarczej czy nabywanie nieruchomości w Polsce.

Jest to tematyka niezwykle rozległa i niemożliwa do przybliżenia w jednej publikacji na stronie kancelarii, stąd niniejszy post sprowadzi się jedynie do zasygnalizowania głównych kwestii związanych z tym tematem. Udzielenie szczegółowej porady czy pomocy prawnej związanej z indywidualnym przypadkiem jest oczywiście możliwe po uprzednim umówieniu wizyty w kancelarii. Poniżej przedstawionych zostanie kilka informacji praktycznych, przydatnych przy legalizacji pobytu w Polsce.

Co zatem warto wiedzieć? Przede wszystkim należy pamiętać, że cudzoziemiec ma obowiązek złożyć wniosek o udzielenie zezwolenia na pobyt najpóźniej w ostatnim dniu swojego legalnego pobytu w Polsce, jeśli chce nadal legalnie przebywać w kraju w czasie trwania postępowania w sprawie rozpoznania jego wniosku. Jeśli tego nie zrobi i przeoczy termin choćby o jeden dzień, naraża się na ryzyko wydania wobec niego decyzji zobowiązującej do powrotu (decyzji deportacyjnej), która łączyć się będzie z orzeczeniem zakazu wjazdu do Polski na określony w decyzji okres. W celu uniknięcia błędu dobrze jest oczywiście wniosek ten złożyć odpowiednio wcześniej, najlepiej – osobiście w Urzędzie Wojewódzkim, aby uniknąć nieprzyjemności w przypadku, gdy nasza przesyłka z wnioskiem z jakichś przyczyn do Urzędu nie zostanie przez Pocztę dostarczona.

Trzeba także pamiętać, że złożenie wniosku o zezwolenie na pobyt we właściwym terminie, mimo że legalizuje nasz pobyt w kraju do czasu jego prawomocnego rozpoznania, nie oznacza jeszcze, że możemy w tym czasie legalnie pracować – chyba że np. na podstawie poprzedniego zezwolenia byliśmy zwolnieni z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę na podstawie przyczyn wskazanych w ustawie. Zawsze przed podjęciem pracy warto upewnić się, czy nie musimy uzyskać w tym celu zezwolenia. W tym miejscu trzeba podkreślić, że nie wszyscy cudzoziemcy muszą ubiegać się o zezwolenie na pracę na tych samych zasadach. Oprócz obywateli państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego, którzy mogą wykonywać pracę w Polsce bez konieczności ubiegania się o zezwolenie, zwolnieni z obowiązku uzyskiwania zezwolenia są też obywatele Białorusi, Gruzji, Republiki Mołdowy, Federacji Rosyjskiej, Republiki Armenii i Ukrainy – pod warunkiem jednakże, że wykonują tę pracę przez maksymalnie 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy.

Co jeszcze? Należy uświadomić sobie, że postępowania trwają obecnie po kilka-kilkanaście miesięcy. Warto więc zadbać o to, by nie skończyła nam się w tym czasie ważność paszportu i odpowiednio wcześnie wyrobić nowy.

A co, jeżeli postępowanie trwa, naszym zdaniem, zbyt długo? Mamy wówczas prawo złożenia tzw. ponaglenia do Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców, zgodnie z procedurą przewidzianą w Kodeksie postępowania administracyjnego. Takie ponaglenie składa się za pośrednictwem właściwego wojewody (Urzędu Wojewódzkiego), który w terminie 7 dni przekazuje je Szefowi Urzędu ds. Cudzoziemców do rozpoznania. Jeśli jednak zależy nam na szybkim rozpoznaniu naszego wniosku z uwagi na szczególne okoliczności (np. ciężka choroba członka rodziny), można także spróbować po prostu złożyć do Urzędu Wojewódzkiego prośbę o przyspieszenie rozpoznania sprawy.

Pamiętajmy też, że status naszej sprawy można sprawdzić online, po podaniu właściwego kodu. Bardzo ważne jest odbieranie przesyłek z poczty. Jeśli nie odbierzemy pisma z Urzędu (np. decyzji odmownej) mimo dwukrotnego awizowania, uważa się ją za doręczoną i biegnie nam termin na odwołanie!

Powyższy artykuł nie wyczerpuje oczywiście tematyki statusu prawnego cudzoziemców w Polsce – wręcz przeciwnie, zaledwie ją zarysowuje. Mam jednak nadzieję, że zamieszczone w nim informacje okażą się przydatne z praktycznego punktu widzenia i pomogą komuś w jego sprawie.

Założenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – o czym warto pamiętać?

Prowadzenie działalności w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (ewentualnie spółki komandytowej, której komplementariuszem jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością) staje się coraz bardziej powszechnym rozwiązaniem. Przedsiębiorcy dostrzegają z jednej strony zagrożenia związane z prowadzeniem jednoosobowej działalności gospodarczej, a z drugiej korzyści związane np. z dokapitalizowaniem spółki przez zewnętrzny podmiot.

Wiele osób decydując się na założenie spółki z o.o. korzysta z możliwości rejestracji spółki przez internet, doceniając szybkość tego rozwiązania. Niestety, taka forma rejestracji ma również swoje wady – we wzorcu używanym do rejestracji spółki online nie da się zamieścić wielu dodatkowych postanowień. Te zaś mogą się w przyszłości okazać bardzo przydatne, a czasem – zwłaszcza w przypadku konfliktu między wspólnikami – wręcz kluczowe.

O czym zatem pamiętać, zakładając spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością?

Przede wszystkim warto zastanowić się, jak w danej sytuacji najkorzystniej ukształtować zasady podejmowania decyzji w spółce. Czy wspólnicy mają na tyle zaufanie do zarządu, aby wyłączyć pewne kategorie spraw (np. nabywanie i zbywanie nieruchomości) z konieczności uzyskiwania na nie zgody zgromadzenia wspólników? Wiele osób zapomina, że zgodnie z art. 229 Kodeksu spółek handlowych Umowa o nabycie dla spółki nieruchomości albo udziału w nieruchomości lub środków trwałych za cenę przewyższającą jedną czwartą kapitału zakładowego, nie niższą jednak od 50 000 złotych, zawarta przed upływem dwóch lat od dnia zarejestrowania spółki, wymaga uchwały wspólników, chyba że umowa ta była przewidziana w umowie spółki. Przepis ten ma zastosowanie nawet wtedy, gdy na nabywanie / zbywanie nieruchomości co do zasady nie jest wymagana zgoda wspólników. Jeżeli zatem z góry wiadomo, że spółka ma nabyć konkretną nieruchomość lub środki trwałe o większej wartości, warto to zastrzec w umowie spółki.

Należy zastanowić się, czy każdy z członków zarządu powinien mieć prawo do samodzielnego działania, czy też korzystniej dla wspólników, aby podejmowali oni decyzje łącznie. Można też na przykład pozostawić swobodę działania Prezesowi Zarządu, a pozostałym członkom narzucić wymóg dwuosobowej reprezentacji.

Warto też przemyśleć, czy wspólnicy powinni mieć pełną swobodę rozporządzania swoimi udziałami. Można zbycie udziałów w spółce uzależnić np. od zgody zarządu. Można też zapewnić pozostałym wspólnikom prawo pierwszeństwa nabycia / pierwokupu udziałów, określając w umowie zasady realizacji tego prawa. Wszystko zależy od tego, czy wspólnikami z założenia może być jak najszersze, bliżej nieokreślone grono osób czy też spółka ma mieć charakter bardziej „rodzinny”. Pamiętajmy też o możliwości zmodyfikowania zasad dziedziczenia udziałów w spółce i wstępowania przez spadkobierców do spółki.

Kolejna kwestia, która wymaga rozważenia i uregulowania na poziomie umowy spółki, dotyczy możliwości i zasad umorzenia udziałów. Udział może być bowiem umorzony jedynie w przypadku, gdy umowa spółki tak stanowi. W przypadku możliwości przymusowego umorzenia udziałów (a nie jedynie umorzenia dobrowolnego), umowa spółki powinna określać przesłanki i zasady umorzenia.

Oczywiście, powyższe wyliczenie ma charakter przykładowy. Decydując się na założenie spółki, warto zastanowić się, w jakim celu i na jakich zasadach ta spółka ma funkcjonować. Tylko określenie celów, dla jakich zawierana jest umowa, pozwoli na skonstruowanie dopasowanej do danej sytuacji umowy spółki. Czasem warto zatem poświęcić więcej czasu na rejestrację spółki metodą tradycyjną zamiast korzystać z wzorca umowy, aby już na początkowym etapie uregulować kwestie, które mogą mieć niebagatelny wpływ na sytuację wspólników w przyszłości.

 

Odrzucenie spadku w imieniu dziecka – kiedy upływa termin?

Kiedy chcemy odrzucić niechciany spadek w imieniu małoletniego dziecka, musimy uzyskać zgodę sądu rodzinnego i opiekuńczego na dokonanie tej czynności. Zadaniem sądu jest zbadanie, czy rzeczywiście przyjęcie spadku byłoby dla dziecka niekorzystne. Takie postępowanie przed sądem oczywiście trwa – czasem kilka tygodni, bywa jednak, że kilka miesięcy, w skrajnych przypadkach (kiedy na przykład sąd chce przed wydaniem decyzji uzyskać informacje na temat składu spadku i obciążających go długów) bywa, że decyzja zapada po roku i dłużej. Tymczasem termin na odrzucenie spadku to sześć miesięcy od dowiedzenia się o tytule swojego powołania do dziedziczenia, czyli w tym wypadku zazwyczaj od odrzucenia spadku przez rodzica. Co jednak w sytuacji, gdy w ciągu tych sześciu miesięcy złożyliśmy wniosek do sądu o wyrażenie zgody na dokonanie przez nas tej czynności, ale sąd nie zdążył wydać postanowienia lub nie zdążyło się ono uprawomocnić? Czy po uzyskaniu stosownego prawomocnego postanowienia sądu mamy wówczas nadal prawo udać się do notariusza – lub sądu cywilnego – i odrzucić spadek w imieniu dziecka?

Zagadnienie to budziło rozbieżności w orzecznictwie i w doktrynie. Część sędziów stała na stanowisku, że złożenie wniosku do sądu powoduje przerwanie sześciomiesięcznego terminu i że zaczyna on biec od nowa po uprawomocnieniu się postanowienia o wyrażeniu zgody na odrzucenie spadku. Inni twierdzili, że termin ten nie przerywa się, a jedynie nie biegnie w tym czasie. Oznaczałoby to, że jeśli po 3 miesiącach od rozpoczęcia terminu złożymy do sądu wniosek o wyrażenie zgody na dokonanie czynności, kolejne 3 miesiące zaczynają się liczyć dopiero po uprawomocnieniu się postanowienia. Jeszcze inni uważali, że termin nie tyle nie biegnie, co się nie kończy – co oznacza, że nie tyle mamy w takiej sytuacji pozostałe 3 miesiące, ile raczej mamy  możliwość niezwłocznego złożenia oświadczenia. Najbardziej skrajne stanowisko zakładało, że złożenie wniosku w ogóle nie wpływa na sytuację i że po uzyskaniu zgody na odrzucenie spadku musimy wystąpić o przywrócenie terminu do złożenia oświadczenia o odrzuceniu spadku w imieniu dziecka.

Z uwagi na te rozbieżności, Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego złożyła wniosek o wydanie przez Sąd Najwyższy uchwały rozstrzygającej powyższy problem. Uchwała taka została wydana dnia 22 maja 2018 roku przez skład 7 sędziów (sygn. akt III CZP 102/17).

Sąd Najwyższy przyjął stanowisko trzecie, stwierdzając, że „Termin przewidziany w art. 1015 § 1 k.c. nie może się skończyć przed prawomocnym zakończeniem postępowania o zezwolenie na złożenie przez małoletniego spadkobiercę oświadczenia o odrzuceniu spadku. Po prawomocnym zakończeniu tego postępowania oświadczenie małoletniego powinno być złożone niezwłocznie, chyba że termin ten jeszcze nie upłynął„.

Jakkolwiek na uzasadnienie tego orzeczenia musimy jeszcze poczekać, wiadomo już, że wniosek o wyrażenie zgody na odrzucenie spadku złożony w 6-miesięcznym terminie powoduje, że nawet po wydaniu przez sąd zgody już po upływie tego terminu możemy spadek w imieniu dziecka odrzucić, jednak musimy zrobić to niezwłocznie (a nie na przykład kolejnych 5 miesięcy później). Nie wdając się w rozważania na temat słuszności przyjętego przez Sąd Najwyższy stanowiska, podkreślić należy, że dobrze się stało, że uchwała została wydana, ponieważ uporządkuje ona praktykę w zakresie odrzucania spadku w imieniu małoletnich.

Przeniesienie własności nieruchomości rolnych w wykonaniu umów warunkowych zawartych przed 30 kwietnia 2016 r. dopuszczalne – nowe orzeczenie Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy rozstrzygnął właśnie kwestię, która od prawie dwóch lat, to znaczy od czasu zmiany przepisów dotyczących zbywania nieruchomości rolnych, przysparzała wielu problemów osobom, które podpisały na starych zasadach warunkową umowę sprzedaży, ale nie zdążyły przenieść własności nieruchomości.

Zgodnie z przepisami obowiązującymi do dnia 30 kwietnia 2016, sprzedaż nieruchomości rolnych co do zasady następowała
dwuetapowo: najpierw zawierano umowę sprzedaży pod warunkiem, że Agencja Nieruchomości Rolnych nie skorzysta z prawa pierwokupu, następnie wysyłano wypis aktu notarialnego do ANR, a po otrzymaniu pisma z Agencji o rezygnacji z prawa pierwokupu podpisywano drugi akt notarialny – umowę przeniesienia własności nieruchomości. Dopiero te dwa akty łacznie stanowiły podstawę do ujawnienia w księdze wieczystej nowego właściciela.
Wiedząc, że od 1 maja 2016 roku zbycie nieruchomości rolnej stanie się znacznie trudniejsze – ustawa wprowadziła zakaz zbywania nieruchomości rolnych na rzecz nierolników, chyba że wyrazi na to zgodę Prezes ANR (obecnie, wskutek likwidacji ANR, Dyrektor Generalny Krajowego Ośroka Wsparcia Rolnictwa) – wiele osób zdecydowało się na zawarcie umowy warunkowej pod rządami starej ustawy licząc na to, że dostaną odpowiedź z ANR jeszcze przed wejściem w życie znowelizowanych przepisów bądź po prostu zakładając, że mając podpisaną umowę warunkową będą mogły podpisać akt przenoszący własność po 1 maja na starych zasadach.
Po wejściu w życie nowej ustawy notariusze mieli jednak wątpliwości, czy mogą wykonywać umowy warunkowe w oparciu o poprzednio obowiązujące przepisy. Ustawa nie zawierała też w tym względzie klarownych przepisów przejściowych (generalnie przyjęcie ustawy nastąpiło w dużym zamęcie, przekładano termin jej wejścia w życie i wprowadzano liczne poprawki do projektu). Kiedy jeden z notariuszy odmówił dokonania czynności, strony postanowiły odmowę tę zaskarżyć do sądu. Taka procedura dawała i stronom, i notariuszowi, możliwość uzyskania orzeczenia Sądu Okręgowego, w którym zostałoby stwierdzone, czy notariusz powonien aporządzić taką umowę (co przynajmniej częściowo chroniłoby strony przed ryzykiem odmowy dokonania wpisu w księdze wieczystej z uwagi na nieważność umowy).
Sąd postanowił jednak nie odpowiadać na to pytanie samodzielnie, lecz zwrócił się do Sądu Najwyższego z tzw. pytaniem prawnym o treści: Czy w przypadku zawarcia przed dniem 30 kwietnia 2016 r. warunkowej umowy sprzedaży nieruchomości z uwagi na przysługujące Agencji Nieruchomości Rolnych prawo pierwokupu, przepis art. 12 bądź art. 13 ustawy z 14 kwietnia 2016 r. o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa oraz o zmianie niektórych ustaw (Dz.U. z 2016 r., poz. 585) ma zastosowanie, czy też do zawarcia umowy przeniesienia własności nieruchomości stosuje się przepisy ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego z dnia 11 kwietnia 2003 r. (Dz.U. Nr 64 poz. 592) w brzmieniu wprowadzonym ustawą z 14 kwietnia 2016 r. o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa oraz o zmianie niektórych ustaw?
Sąd Najwyższy w orzeczeniu z 15 grudnia 2017 r., wydanym w sprawie o sygn. akt III CZP 83/17, stwierdził, że dopuszczalne jest zawarcie umowy przenoszącej własność w wykonaniu umowy warunkowej zawartej przed 30 kwietnia 2016 r.
Pogląd ten należy ocenić pozytywnie, biorąc pod uwagę pewność i bezpieczeństwo obrotu, a także fakt, iż umowa sprzedaży została zawarta przed 30 kwietnia, a zatem w czasie, gdy przepisy ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego na to zezwalały. Druga czynność, czyli umowa przenosząca własność, ma na celu wywołanie jedynie skutku rozporządzającego.
Należy przy tym jednak pamiętać, że orzeczenie to odnosi się do umów sprzedaży pod warunkiem,  nie umów przedwstępnych sprzedaży pod warunkiem, które mimo podobnej nazwy mają zupełnie inny charakter i skutki. W umowie przedwstępnej sprzedaży pod warunkiem nieruchomości rolnej strony zobowiązywały się dopiero do zawarcia w przyszłości umowy sprzedaży pod warunkiem i umowy przenoszącej własność, wykonanie takiej umowy przedwstępnej zawartej pod rządami starej ustawy nie jest możliwe w oparciu o uprzednio obowiązujące przepisy, lecz wiąże się z koniecznością uzyskania zgody Dyrektora Generalnego KOWR na sprzedaż.

Umowa deweloperska – co warto wiedzieć?

Photo credit: Foter.com

Jeszcze kilka lat temu zdarzały się sytuacje, w których klienci, chcąc kupić lokal, wpłacali deweloperom sporą zaliczkę (czy nawet całą cenę lokalu) jeszcze przed podpisaniem umowy sprzedaży i tracili te pieniądze, nigdy nie uzyskując własności lokalu. Działo się tak z różnych przyczyn – czasem zła sytuacja finansowa nie pozwalała deweloperowi na ukończenie inwestycji, podczas pieniądze otrzymane od klienta dawno zostały wydane na budowę, zdarzało się też, że dochodziło do oszustw i wydawania tych pieniędzy na inne cele niż prowadzona inwestycja, a następnie ogłaszania upadłości.

Od kiedy w kwietniu 2012 roku weszła w życie ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego (tzw. ustawa deweloperska), sytuacja uległa diametralnej zmianie. Obecnie, jeśli budowa nie została zakończona (deweloper nie uzyskał jeszcze pozwolenia na użytkowanie budynku), nie może on zawrzeć z przyszłym nabywcą „zwykłej” umowy przedwstępnej, a ma obowiązek zawarcia umowy deweloperskiej, szczegółowo uregulowanej przez tę ustawę.

Niestety, z uwagi na szczegółowość ustawy, umowy deweloperskie są bardzo rozbudowane, wielokrotnie liczą po 30 stron, co może onieśmielać, a nawet przerażać nabywcę. Dlatego postaram się w skrócie wyjaśnić, na czym polega umowa deweloperska i w jaki sposób chroni ona nabywcę lokalu.

Zgodnie z ustawowa definicją umowa deweloperska oznacza umowę, na podstawie której deweloper zobowiązuje się do ustanowienia lub przeniesienia na nabywcę po zakończeniu przedsięwzięcia deweloperskiego prawa własności lokalu mieszkalnego / nieruchomości zabudowanej domem mieszkalnym jednorodzinnym, a nabywca zobowiązuje się do spełnienia świadczenia pieniężnego na rzecz dewelopera na poczet ceny nabycia tego prawa. Czyli jest to swego rodzaju umowa przedwstępna, która tym jednak różni się od umowy przedwstępnej zawieranej w przypadku zakończonej już inwestycji, że nakłada liczne obowiązki na dewelopera.

Po pierwsze, deweloper ma obowiązek prowadzenia mieszkaniowego rachunku powierniczego, na którym odrębnie ewidencjonuje środki wpłacane przez każdego z nabywców. Środki te podlegają ścisłej kontroli, a deweloper może nimi dysponować wyłącznie w celu realizacji przedsięwzięcia deweloperskiego. Ponadto deweloper musi zapewnić nabywcy gwarancję bankową, która umożliwi mu odzyskanie środków w przypadku upadłości dewelopera lub odstąpienia od umowy. Dzięki tym uregulowaniom pieniądze wpłacane przez nabywcę są znacznie bezpieczniejsze niż przed wejściem w życie ustawy deweloperskiej.

Po drugie, ustawa nakłada na dewelopera szereg obowiązków. Pierwsza grupa obowiązków dotyczy informacji, do udzielenia których zobligowany jest deweloper. Musi on na przykład sporządzić prospekt informacyjny dotyczący przedsięwzięcia i udostępnić go klientowi na jego żądanie przed zawarciem umowy, jest również zobowiązany do przedstawienia nawywcy „szczegółowych” informacji dotyczących własnej sytuacji prawno-finansowej oraz przedsięwzięcia. Ustawa zapewnia również osobie zainteresowanej nabyciem lokalu / nieruchomości od dewelopera prawo zapoznania się z:

1) aktualnym stanem księgi wieczystej prowadzonej dla nieruchomości;

2) kopią aktualnego odpisu z Krajowego Rejestru Sądowego, jeśli podmiot podlega wpisowi do Krajowego Rejestru Sądowego lub aktualnym zaświadczeniem o wpisie do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej;

3) kopią pozwolenia na budowę;

4) sprawozdaniem finansowym dewelopera za ostatnie dwa lata, a w przypadku realizacji inwestycji przez spółkę celową – sprawozdaniem spółki dominującej;

5) projektem architektoniczno-budowlanym.
Druga grupa obowiązków nałożonych na dewelopera dotyczy samej treści umowy. Art 22 ustawy deweloperskiej wskazuje na elementy, które w takiej umowie muszą się znaleźć. Lista tych elementów umowy jest bardzo rozbudowana i ma na celu zapewnienie ochrony nabywcy lokalu / nieruchomości. Elementem niezbędnym umowy deweloperskiej jest na przykład termin i sposób zawiadomienia nabywcy o odbiorze lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego czy wskazanie sposobu pomiaru powierzchni lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Brak któregokolwiek z tych elementów skutkuje prawem (lecz nie obowiązkiem!) nabywcy do odstąpienia od zawartej umowy. Ustawa reguluje też treść niektórych postanowień umowy, stanowiąc na przykład, że wysokość odsetek zastrzeżonych na rzecz dewelopera, nie może przewyższać kar umownych zastrzeżonych na rzecz nabywcy. Ma to uniemożliwić deweloperowi wykorzystanie swojej mocniejszej pozycji wobec nabywcy i narzucenie nierownych pistaowień umownych. Co więcej, ustawa nadaje nabywcy uprawnienie do odstąpienia od umowy w szeregu przypadków, nie tylko w przypadku braku elementów wskazanych w art. 22 ustawy. Prawo do odstąpienia przysługuje również np. w przypadku niedoręczenia nabywcy przez dewelopera prospektu informacyjnego z załącznikami.
Umowa deweloperska musi być sporządzona w formie aktu notarialnego – notariusz jest tu gwarantem tego, że umowa zawiera wszystkie elementy wskazane w ustawie. Częstą praktyką jest poprzedzanie umowy deweloperskiej pisemną tzw. umową rezerwacyjną, która jednak nie ma mocy umowy przedwstępnej. Koszty umowy deweloperskiej, co również jest novum w porównaniu do umowy przedwstępnej, pokrywają po połowie deweloper i nabywca (w przypadku zwykłej umowy przedwstępnej brak jest przepisów regulujących, kto ponosi koszty, praktyką jest jednak ponoszenie ich przez nabywcę).
Podsumowując, ustawa deweloperska nałożyła na deweloperów szereg obowiązków, zarówno informacyjnych, jak i faktycznych (założenia rachunku powierniczego), uregulowała również kwestię treści umowy deweloperskiej. Oczywiście, aby mieć pewność, że treść umowy deweloperskiej jest zgodna z wcześniejszymi ustaleniami i że zabezpiecza nabywcę, można –  i warto – skonsultować wcześniej jej treść z prawnikiem.

Opóźniony lub odwołany lot, wyjazd z biurem podróży niezgodny z ofertą – co Ci przysługuje?

Wakacyjne podróże powinny być czasem relaksu. Niestety zdarza się, że przyjemność związana z urlopem zostaje zakłócona przez odwołany lub opóźniony lot, zagubiony bagaż czy przez to, że na miejscu okazuje się, że oferta przedstawiona w katalogu biura podróży nijak ma się do rzeczywistości. W tej sytuacji warto zastanowić się po powrocie, czy przysługuje nam jakieś roszczenie wobec przewoźnika lub biura podróży.

W przypadku problemów z opóźnionym lub odwołanym lotem z pomocą pasażerom przychodzi Rozporządzenie (WE) nr 261/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 lutego 2004 r. ustanawiające wspólne zasady odszkodowania i pomocy dla pasażerów w przypadku odmowy przyjęcia na pokład albo odwołania lub dużego opóźnienia lotów, uchylające rozporządzenie (EWG) nr 295/91Te. Określa ono minimalne prawa dla pasażerów w przypadku: odmowy przyjęcia na pokład wbrew ich woli (na przykład w przypadku, gdy nastąpił tzw. overbooking i zabrakło miejsc na pokładzie samolotu),  odwołania ich lotu lub opóźnienia ich lotu.

Zgodnie  tym rozporządzeniem, pasażerowie, których lot został odwołany lub opóźniony o minimum 3 godziny, co do zasady otrzymują odszkodowanie w wysokości:

a) 250 EUR dla wszystkich lotów o długości do 1500 kilometrów;

b) 400 EUR dla wszystkich lotów wewnątrzwspólnotowych dłuższych niż 1500 kilometrów i wszystkich innych lotów o długości od 1500 do 3500 kilometrów;

c) 600 EUR dla wszystkich innych lotów niż loty określone w lit. a) lub b)

Jeżeli jednak pasażerom zaoferowano zmianę planu podróży do ich miejsca docelowego na alternatywny lot, którego czas przylotu nie przekracza planowego czasu przylotu pierwotnie zarezerwowanego lotu:

a) o dwie godziny w przypadku wszystkich lotów o długości do 1500 kilometrów; lub

b) o trzy godziny w przypadku wszystkich lotów wewnątrzwspólnotowych dłuższych niż 1500 kilometrów i wszystkich innych lotów o długości od 1500 do 3500 kilometrów; lub

c) o cztery godziny w przypadku wszystkich innych lotów niż loty określone w lit. a) lub b),

obsługujący przewoźnik lotniczy może pomniejszyć odszkodowanie przewidziane w ust. 1 o 50 %.

Należy jednak pamiętać, że rozporządzenie to nie ma zastosowania do lotów z kraju spoza UE odbywających się do UE i obsługiwanych przez linie lotnicze z kraju spoza UE. Istotne z punktu widzenia pasażera jest także to, że niedawno Sąd Najwyższy zajął się zagadnieniem terminu przedawnienia roszczeń pasażerów wynikających z tego rozporządzenia (uchwała z 17 marca 2017 r., sygn. akt III CZP 111/16) i orzekł, że przedawniają się one z upływem roku, a nie, jak wiele osób dotychczas uważało, z upływem trzech lat. Oznacza to, że mamy rok od daty podróży na wystąpienie o odszkodowanie.

A co w przypadku, gdy problemem okazał się nie odwołany lub opóźniony lot, lecz np. standard hotelu, w którym zostaliśmy zakwaterowani po wykupieniu wczasów w biurze podróży?

Tu sytuacja ma się nieco inaczej, przede wszystkim jeśli chodzi o termin złożenia reklamacji. Zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o usługach turystycznych wynosi on 30 dni od zakończenia imprezy, musimy zatem spieszyć się znacznie bardziej niż w przypadku dochodzenia odszkodowania za opóźniony lub odwołany lot. Dobra wiadomość jest taka, że jeżeli biuro podróży nie odpowie w analogicznym terminie 30 dni na naszą reklamację, uznaje się ją za uwzględnioną.

Również wysokość przysługującego nam odszkodowania wygląda inaczej niż w przypadku odszkodowania za lot, nie jest bowiem wprost kwotowo określona. Przy wysokości jego ustalania z pomocą przychodzi nam. tzw. Tabela frankfurcka, która wskazuje, jaki procent ceny wycieczki powinien zostać zwrócony w przypadku stwierdzenia danej niezgodności wczasów z ofertą (np. brak snackbaru, inny rozmiar pokoju, brak opieki nad dziećmi, zanieczyszczona plaża czy monotonny jadłospis). Jakkolwiek tabela frankfurcka nie ma charakteru wiążącego, wskazane w niej stawki procentowe są co do zasady respektowane, dlatego jest ona pomocnym narzędziem przy określeniu, czy i w jakiej wysokości odszkodowania możemy się domagać.

I wreszcie ostatnia z kwestii zasygnalizowanych na wstępie niniejszego artykułu, czyli odszkodowanie za zgubiony lub uszkodzony bagaż. Warto wiedzieć, że w przypadku opóźnienia, zagubienia lub uszkodzenia bagażu linia lotnicza ponosi odpowiedzialność do 1131 SDR (SDR to międzynarodowa jednostka walutowa o charakterze pieniądza bezgotówkowego, obecnie 1131 SDR to ok. 5800 zł). Należy jednak pamiętać, że kwota ta stanowi górną granicę odpowiedzialności, nie oznacza to zatem, że za każdy zgubiony bagaż możemy domagać się takiej kwoty. Podstawę prawną dochodzenia odszkodowania za opóźnienie, zagubienie lub uszkodzenie bagażu stanowią Konwencja Montrealska z 1999 r. oraz Rozporządzenie (WE) 889/2002 Parlamentu Europejskiego i Rady. Trzeba uważać, bo w tym wypadku terminy są jeszcze krótsze – pasażer powinien złożyć reklamację w terminie 7 dni od odbioru uszkodzonego bagażu lub 21 dni od zgłoszenia na lotnisku opóźnionego lub zagubionego bagażu.

Podsumowując, powinniśmy pamiętać, że w przypadku odwołania lub opóźnienia lotu, niezgodność wczasów z zaprezentowaną nam ofertą lub zagubienia czy uszkodzenia naszego bagażu przez linie lotnicze, przysługuje nam prawo dochodzenia odszkodowania. Istotne jest jednak, by działać szybko i nie odkładać sprawy na później, aby nie doszło do przedawnienia roszczeń wobec przewoźnika czy biura podróży.

 

 

 

 

Wydziedziczenie a pominięcie w testamencie

Często zdarza się, że spadkodawca pomija któregoś ze swoich spadkobierców ustawowych w testamencie. Nie zawsze ma on jednak świadomość, że niewskazanie kogoś w testamencie nie jest równoznaczne z jego wydziedziczeniem.

Na czym polega różnica?

Otóż osoba niewymieniona w testamencie nie dziedziczy co prawda po spadkodawcy, ale w niektórych przypadkach zachowuje prawo do żądania wypłaty części wartości majątku spadkowego. Dopiero wydziedziczenie pozbawia niedoszłego spadkobiercę tego uprawnienia. Mowa tu o tzw. zachowku.

Zgodnie z art. 991 par. 1 Kodeksu cywilnego, Zstępnym, małżonkowi oraz rodzicom spadkodawcy, którzy byliby powołani do spadku z ustawy, należą się, jeżeli uprawniony jest trwale niezdolny do pracy albo jeżeli zstępny uprawniony jest małoletni – dwie trzecie wartości udziału spadkowego, który by mu przypadał przy dziedziczeniu ustawowym, w innych zaś wypadkach – połowa wartości tego udziału (zachowek).

Oznacza to, że małżonek, rodzice, a także zstępni, czyli dzieci, wnuki, prawnuki itp., jeśli powinni na podstawie ustawy dziedziczyć po zmarłym, a nie zostali przez niego wskazani w testamencie, mogą domagać się od spadkobierców (ew. zapisobiorców) wypłaty połowy lub dwóch trzecich wartości przypadającego im z ustawy udziału spadkowego. Czyli w hipotetycznej sytuacji, gdy spadkodawca, będący wdowcem, zmarł, pozostawiwszy córkę i syna, ale w testamencie wszystko zapisał na syna, o córce nie wspominając ani słowem, córka ma prawo domagać się od syna, aby wypłacił jej jedną czwartą wartości spadku – albo jedną trzecią, jeśli jest małoletnia lub trwale niezdolna do pracy. Gdyby bowiem jej ojciec nie sporządził testamentu, dziedziczyłaby ona majątek po połowie, wraz ze swoim bratem. Skoro jednak została pominięta w testamencie, może ubiegać się o wypłatę zachowku.

Aby córka nie mogła ubiegać się o zachowek, musiałaby zostać nie pominięta w testamencie, ale wydziedziczona, czyli właśnie pozbawiona prawa do zachowku. Kwestię tę reguluje art. 1008 Kodeksu cywilnego:

Art. 1008 Spadkodawca może w testamencie pozbawić zstępnych, małżonka i rodziców zachowku (wydziedziczenie), jeżeli uprawniony do zachowku:
1) wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego;

2) dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci;

3) uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych.

Jeśli zatem spadkodawca nie chce, aby jego córka dostała jakikolwiek majątek po jego śmierci, nie wystarczy zatem, że napisze on w testamencie „do całości spadku powołuję mojego syna, X”. Musi dodatkowo wskazać, że wydziedzicza (pozbawia zachowku) swoją córkę. Co więcej, musi precyzyjnie wskazać przyczynę takiej decyzji. Jak wynika z powyższego przepisu, w polskim prawie spadkowym nie można w pełni dowolnie i swobodnie decydować o rozdysponowaniu swoim majątkiem po śmierci. Tylko we wskazanych powyżej trzech wypadkach można pozbawić swojego krewnego prawa do zachowku.

Jeśli spadkodawca nie chce, aby ktoś z jego bliskich dziedziczył po nim spadek, a jednocześnie nie ma podstaw do jego wydziedziczenia, musi liczyć się z tym, że taka osoba wystąpi do spadkobierców testamentowych o zapłatę zachowku.Co więcej, trzeba również pamiętać, że jeśli wydziedziczymy dziecko, które ma swoje własne dzieci (czyli wnuki spadkodawcy), wówczas te wnuki dochodzą do dziedziczenia, ponieważ wydziedziczone dziecko traktowane jest tak, jakby nie dożyło otwarcia spadku – co oznacza, że w jego miejsce do kręgu spadkobierców wchodzą jego zstępni. Jeśli zaś nie mamy powodu, ujętego w katalogu wskazanym w art. 1008 KC, do wydziedziczenia wnuków, wówczas mają one prawo do zachowku. Należy przy tym mieć na uwadze, że budzi wątpliwości możliwość wydziedziczenia osoby niepełnoletniej. Zależy to oczywiście od jej wieku, ale trudno uznać, aby np. pięcioletnie dziecko mogło zostać uznane za „uporczywie niedopełniające obowiązków rodzinnych” lub „uporczywie postępujące w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego”. Czasem wydziedziczenie niewdzięcznego syna nie na wiele się zatem zda, skoro zamiast niego zachowek nabędą jego dzieci – a jeśli dzieci są niepełnoletnie, wówczas zachowek ten wyniesie nie połowę, lecz dwie trzecie przypadającego na nie udziału spadkowego.

Warto też pamiętać, że rozdysponowanie majątku za życia nie zawsze uchroni nas przed uzyskaniem przez taką osobę zachowku. Przy obliczaniu wartości zachowku bierze się bowiem pod uwagę również darowizny dokonane przez spadkodawcę za życia w określonym czasie przed śmiercią – jest to jednak kwestia na tyle rozbudowana, że wymaga omówienia w osobnym artykule.

 

Zbycie nieruchomości rolnej na rzecz osoby bliskiej bez zgody sądu

Od kiedy 1 maja 2016 roku weszła w życie nowelizacja ustawy z dnia 11 kwietnia 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego (t.j. Dz. U. z 2016 r. poz. 2052), obrót ziemią rolną został znacząco ograniczony. Część przepisów budziła przy tym wątpliwości interpretacyjne. Jednym z nich był art. 2b ust. 4 tej ustawy, zgodnie z którym art. 2b ust. 1 i 2 ustawy nie mają zastosowania dla osób bliskich (przez to pojęcie, zgodnie z ustawową definicją, należy rozumieć zstępnych, wstępnych, rodzeństwo, dzieci rodzeństwa, małżonka, osoby przysposabiające i przysposobione). W czym tkwił problem? Spójrzmy najpierw na ust. 1 i 2, do których odnosi się problematyczny przepis. Brzmią one następująco:

 

1. Nabywca nieruchomości rolnej jest obowiązany prowadzić gospodarstwo rolne, w skład którego weszła nabyta nieruchomość rolna, przez okres co najmniej 10 lat od dnia nabycia przez niego tej nieruchomości, a w przypadku osoby fizycznej prowadzić to gospodarstwo osobiście.

2. W okresie, o którym mowa w ust. 1, nabyta nieruchomość nie może być zbyta ani oddana w posiadanie innym podmiotom.

Wobec takiego sformułowania przepisów w doktrynie i orzecznictwie pojawiła się wątpliwość, czy spod zakazu zbywania wyłączone są przypadki, gdy właściciel chce zbyć (sprzedać, darować) nieruchomość rolną osobie bliskiej, czy też przypadki, w których właściciel, który sam nabył nieruchomość od osoby bliskiej, chce ją zbyć na rzecz dowolnego podmiotu.
Część doktryny skłaniała się ku drugiej koncepcji. Oznaczałoby to, że jeśli właściciel nieruchomości rolnej nabył ją od osoby bliskiej, nie musi on czekać dziesięciu lat i może w dowolnej chwili ją zbyć na rzecz jakiegokolwiek podmiotu (pod warunkiem oczywiście, że podmiot ten ma status rolnika indywidualnego, jest osobą bliską zbywcy lub uzyskano zgodę Prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych na dokonanie transakcji – przypominam, że ustawa znacząco ograniczyła jakikolwiek obrót nieruchomościami rolnymi). Taka koncepcja oznaczała przy tym jednak, że w przypadku, gdy nabycie nastąpiło od osoby niebędącej osobą bliską, właściciel musiał czekać 10 lat, zanim mógłby ją zbyć na rzecz kogokolwiek (w tym osoby bliskiej) – chyba, że uzyskano zgodę sądu na zbycie i wykazano, że konieczność dokonania tej czynności wynika z przyczyn losowych, niezależnych od nabywcy. Co to w oznaczało w praktyce? Otóż w takim wypadku, żeby móc darować nieruchomość np. swojemu dziecku, trzeba by wykazać, że np. z uwagi na chorobę nie jest się samemu w stanie prowadzić gospodarstwa rolnego. W przeciwnym razie trzeba czekać dziesięć lat.
Słusznie podniosły się głosy, że takie rozumienie przywołanego przepisu jest zbyt restrykcyjne. Uniemożliwiało ono bowiem np. przekazanie gospodarstwa rolnego dziecku bez zgody sądu w przypadku, gdy rolnik chciał przejść na emeryturę rolniczą, jednak część gospodarstwa sam nabył po wejściu w życie nowej ustawy. Jeden z sądów rozstrzygających podobne zagadnienie nabrał wątpliwości odnośnie prawidłowej wykładni przywołanego przepisu i postanowił skierować pytanie prawne do Sądu Najwyższego. W sprawę zaangażował się również Rzecznik Praw Obywatelskich, który podniósł, że ustawa, która praktycznie każdą czynność obrotu ziemią rolną poddaje restrykcjom (zakazy, nakazy, zezwolenia sądu, zgody administracyjne itp.), niemal zawsze spod tych restrykcji zwalnia obrót pomiędzy członkami najbliższej rodziny. Pominięcie takiej sytuacji, jak ta w niniejszej sprawie, można uznać właściwie za przeoczenie: wykładnia restrykcyjna wydaje się więc nielogiczna, nieracjonalna i niespójna z pozostałymi regulacjami ustawy.

Sąd Najwyższy zgodził się z tym stanowiskiem i w uchwale wydanej dnia 22 czerwca 2017 r. (sygn. akt III CZP 24/17) orzekł, że:

Zbycie nieruchomości rolnej przez nabywcę przed upływem okresu przewidzianego w art. 2b ust. 1 ustawy z dnia 11 kwietnia 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego (jedn. tekst: Dz.U. z 2016 r., poz. 2052) osobie bliskiej w rozumieniu art. 2 pkt 6 wymienionej ustawy nie wymaga zgody sądu wydanej na podstawie art. 2b ust. 3 tej ustawy.

 

Co to oznacza w praktyce? Otóż Sąd Najwyższy przesądził, że rolnik, który chce zbyć nieruchomość rolną na rzecz osoby bliskiej, może to zrobić w każdym czasie i nie musi uzyskiwać w tym celu zgody sądu. Taką wykładnię problematycznego przepisu niewątpliwie uznać należy za satysfakcjonującą i spójną z pozostałymi regulacjami dotyczącymi obrotu nieruchomościami pomiędzy osobami bliskimi, który to obrót zazwyczaj obciążony jest znacznie mniejszymi restrykcjami (tak podatkowymi, jak i w zakresie uzyskiwania zgód czy zezwoleń).